Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzieci.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzieci.... Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Dzień Dziecka

Czy są dzieci, które nie lubią prezentów? Szczególnie na Dzień Dziecka? Moje od urodzenia zostały przyzwyczajone do tego, że Dzień Dziecka, to dzień, w którym rodzice są wyłącznie dla dzieci, cały dzień kręci się wokół nich, sami wybierają sobie obiad i sami wybierają sobie deser. W tym roku wybór padł na pizzę i tort bezowy. Oto przepisy:

Pizza:
40g drożdży świeżych
2,5 szklanki mąki
100ml ciepłej wody
100ml ciepłego mleka
sól, oregano

Drożdże rozpuścić w wodzie i mleku. Wlać do przesianej mąki, doprawić i dobrze wyrobić.
Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce.






Na jednej połowie szynka, pomidor i bazylia, a na drugiej połowie pieczarki z cebulą i zgrillowana cukinia.



Tort bezowy:
7 białek,
2 szklanki cukru brązowego,
łyżka octu winnego.

Ubijamy pianę z białek, stopniowo dosypujemy cukier, na koniec dodajemy ocet. Pianę układamy na 2 blachy (jednakowej wielkości okręgi). Pieczemy w 150 stopniach 30 minut, a potem suszymy jeszcze 1,5 godziny w 100 stopniach.
Krem:
3 żółtka,
2 łyzki cukru,
500g mascarpone
200g serka straciatella.





Oprócz pyszności były gry planszowe, spaceru nie było, bo cały dzień padał deszcz :-(

czwartek, 30 maja 2013

Ciasto z rabarbarem i bezą

Wiem, wiem...nie wszyscy lubią rabarbar...mój najstarszy syn na przykład nie lubi...nigdy nie próbował, ale nie lubi i już. Zmuszać nie będę, jak dorośnie, spróbuje i będzie żałował, że wcześniej nie chciał. Zresztą wiele rzeczy nie tykał jeszcze w życiu...brokułów, brukselki, szpinak jadł, bo obiecałam ulubiony baton. Minę miał taką, że wolałabym chyba, żeby się nie zmuszał :-)
Niemniej jednak nie bacząc na upodobania smakowe Starszego upiekłam juz drugie ciasto z rabarbarem w sezonie. Przepis jak na szarlotkę, modyfikacja taka, że na wierzchu ciasta jest tylko beza, bez kruszonki.

2,5 szklanki mąki pszennej
4 jajka
2 łyzeczki proszku do pieczenia
1,5 szklanki cukru brązowego
6-7 gałązek rabarbaru (głównie różowa jego część)
kostka masła
2 łyzeczki mąki ziemniaczanej

Z masła, żółtek, pół szklanki cukru, proszku do pieczenia i mąki zagniatamy ciasto. Rabarbar kroimy na plasterki i dusimy z odrobiną cukru (nie na sos, tylko aby delikatnie zmiękł). Połową masy wyklejamy blaszkę. Nakładamy rabarbar. Drugą część ciasta kruszymy na owoce. Białka ubijamy na pianę, dodajemy szklankę cukru i mąkę ziemniaczaną. Ciasto pieczemy około 50 minut w 180 stopniach.



Młodszy dziś wrócił ze szkoły i tuż przed obiadem zjadł kawał ciasta.
"Smakuje Ci?" -spytałam
"Tak, tak...ale bardziej mi zależy, żeby zjeść szybko, tak żebyś na sobotę (Dzień Dziecka) zrobiła bezę"

Grunt to szczerość dziecka :-)





Pysznie smakuje na ciepło, z bita śmietaną


środa, 29 maja 2013

Po przerwie...

Dwa miesiące...długo i nie długo...minęło jak jeden dzień...i nie żeby coś szczególnego powstrzymywało mnie od pisania. Fakt zaangażowałam się w pewien projekt, który miał wyglądać inaczej, niż to się potem zaczynało okazywać. Na początku wszystkiego co robimy mamy do tego ogromną wenę, bardzo nam się chce. Cóż, ja niestety mam taki charakter, że jak coś nie idzie po mojej myśli, to skrzydła opadają i chce się coraz mniej. Decyzji o zarzuceniu współpracy nie podjęłam ja, ciężko byłoby mi rozstać się z czymś, co tworzyłam od "zarodka", no ale podjął ją za mnie kto inny i teraz po kilkunastu dniach lżej mi z tym. Ciężko tworzyć i angażować się w coś, w co się nie wierzy i czego się nie czuje do końca.
Zaglądajcie jednak na www.omamiona.pl pewnie każdy znajdzie coś tam dla siebie...może miłe koleżanki, współtwórczynie pozwolą mi czasem coś tam napisać :-)

No a co u mnie? Kręci się...rodzina ta sama, praca też, choć ciągle szukamy czegoś więcej, czegoś co przynosi jednocześnie stysfakcję no i pieniądze...według mnie, tylko to warto w życiu robić. Być w zgodzie z samym sobą, nie robić nic wbrew sobie.

Dzieci lada chwila kończą kolejny rok szkolny. Młodszy drugą klasę, Starszy pierwszą gimnazjalną. Tu wszystko idzie jak należy. Z nauką obu problemów brak.
Piesek coraz starszy, wymieniły się już wszystkie zęby na stałe, osiąga już chłopak dojrzałość, a przy tym przysparza tyle radochy!
Ja gotuję, pichcę, piekę...sukcesywnie będę uzupełniać przepisy, które w ciągu tego czasu zamieszczałam na Facebook, bo łatwiej i szybciej jednak niż na blogu...leń ze mnie wylazł...
Obiecuję poprawę i jak będziecie zaglądać to będzie mi niezmiernie miło.

wtorek, 12 marca 2013

Dzieci dorastają...

Tak wiele mówi się o pieluchach, kupach, zupach itp... Dziecko to tylko noworodek i niemowlak. Przecież najgorsze, a może najtrudniejsze zaczyna się jak małolat zaczyna dorastać...jak sam nie wie, czy jest jeszcze dzieckiem, czy może już facetem. Okiełznać jego myśli, a potem okiełznać swoje. Nie dawać się prowokować...bo najfajniej dla niego, jak się zirytuje mama czy tata, jak się wkurzy, jak się wydrze. "Nie muszę, nie będę, sama zrób, sama idź, później, zaraz, spokojnie zdążę..." to stały skład słownictwa nastolatka. On ma na wszystko czas, on ze wszystkim sobie da radę, tylko później, bo teraz jestem zajęty...Czym?...patrzeniem w sufit. Dziecko jest naszym lustrem...jak postępować, żeby w tym lustrze widzieć nie tylko swoje złe nawyki, ale więcej dobrych?  Jak pokierować dzieciaka, żeby wiedział na co może a na co nie powinien sobie pozwalać. Model wychowania kumpelski...czasem myślę, że się nie sprawdził...czy on nie docenia, czy nie rozumie? Kiedyś doceni, kiedyś zrozumie...napewno!!
Jak się do tego dobrze uczy, to chyba wszystko jest ok...nie szukam już problemów, gdzie ich nie ma. Akceptuję i kocham bezinteresownie i bezgranicznie. Synu...jestem z Ciebie dumna, nawet jeśli czasem działasz mi na nerwy!
zdjęcie dość mocno archiwalne :-)

czwartek, 28 lutego 2013

Derby jakis czas temu i pomysł na świetny obiad...

Podczas poprzednich wakacji dostaliśmy w prezencie zaproszenia na Derby. Wyścigi koni, czy to nam się spodoba? Nigdy nie byliśmy, ale jak dają to trzeba skorzystać. Poszliśmy tam, najwyżej na godzinkę, pogoda przecudna,  pozornie nudne konne wyścigi zamieniły się w cudowny, rodzinny piknik i byliśmy na nim cały dzień.







Mnóstwo pysznego jedzenia. A wśród tego danie obiadowe. Indyk, rozmaryn, cukinia i papryka. Spróbowałam odtworzyć to w domu i tak oto wygląda to danie.


Udziec z indyka
3 cukinie ze skórką (gruba kostka)
kolorowe papryki (gruba kostka)
rozmaryn świeży
sos pomidorowy
sól, pieprz
olej

Indyka kroimy w grubą kostkę, obkładamy rozmarynem i na całą noc wkładamy do lodówki. Rano pieczemy oddzielnie indyka, oddzielnie cukinię z papryką. A potem wszystko razem zalewamy sosem pomidorowym.
Podawać można z ryżem, z chlebem, z bułeczką.

środa, 20 lutego 2013

Co robić, żeby dzieciom dogodzić...dać na luz

Są dni, w których staram się, gotuję kilka godzin, przyrządzam, pichcę, podaję do stołu i słyszę: "ja tego nie lubię", "przecież wiesz, że tego, tamtego nie jem". Czasem zwyczajnie nie chce mi się już wymyślać niczego nowego, zrobić spaghetti lub kotlet z piersi kurczaka, byle tylko zjedli i nie marudzili. Dziś zrobiłam coś po raz pierwszy i byłam prawie pewna, że będą wydziwiać. A tu...cisza, zjedli, mlaskali i podziękowali ciesząc się, że jutro będzie to samo... Bądź człowieku mądry...czyli to ja za bardzo się przejmuję, zamiast dać na luz.



Czerwony ryż z kurczakiem i warzywami:
1,5 szklanki ryżu
2 szklanki bulionu drobiowego
2/3 szklanki soku pomidorowego
1,5 szklanki groszku konserwowego
70 dkg piersi z kurczaka pokrojonej w kostkę
3 czerwone papryki pokrojone w paski
1 cebula pokrojona w kostkę
3 ząbki czosnku
oliwa, sól, oregano, słodka papryka, pieprz Cayenne

Oliwę rozgrzać, podsmażyć kurczaka. Dodać paprykę, cebulę, czosnek i oregano. Smażyć ok. 5 minut. Wsypać paprykę i pieprz. Dodać ryż, zalać bulionem i sokiem pomidorowym. Zagotować. Dusić na małym ogniu aż odparuje płyn i ryż zrobi się miękki. Na koniec dodać groszek i delikatnie wymieszać.




                             To proste i naprawdę pyszne risotto.

czwartek, 14 lutego 2013

Walentynki...nie-walentynki

Przecież ja nie obchodzę. Z mym  od 13 lat mężem, a od 16 lat towarzyszem życia właściwie od początku znajomości w ten dzień konkretnie nie świętowaliśmy. Kupowaliśmy poprostu coś fajnego, wyjątkowego do jedzenia, dobre winko, miło i wspólnie spędzaliśmy czas. Od 13 lat mamy dzieci , to znaczy jedno od 13 a drugie od 8 i od tamtej chwili zawsze to oni dostają od nas jakiś drobiazg. W tym roku żelki na patyku, któregoś roku poduszki z miłosnymi wyznaniami, zwykle raczej coś słodkiego, serduszkowego.
I nie obchodzę, ale na śniadanie przygotowuje serduszkowe kanapki, na obiad bedzie ryż z curry z kurczaka i mango, a wieczorem zjemy sushi i napijemy się wina...no to obchodzę czy nie? Czasami marzy mi sie coś spontanicznego i romantycznego...ale czy nie najważniejsze, że od tych szesnastu lat jesteśmy ze sobą na dobre i na złe, czy to nie najważniejszy dowód miłości? Czy musimy okazać sobie to jeszcze konkretnie 14 lutego każdego roku?
Walentynki...dostaliśmy dziś od młodszego serduszkowy koszyczek a w nim osobiste życzenia dla Taty i Mamy...i to mnie wzrusza, dla takich podarunków niech sobie będą te Walentynki.





Azul też dziś dostał swoją Walentynkę, przysłali dziś zawieszkę do obroży, zamówioną wcześniej przez nas.
Tylko obroży jeszcze nie przysłali, ale pewnie nadejdzie wkrótce.




Dla wszystkich obchodzących i nie obchodzących WESOŁEGO WALENTEGO!!

poniedziałek, 4 lutego 2013

Zero pomysłów..a potem kasza gryczana

Macie tak, że wymyślenie czegoś na obiad staje się dla Was problemem, nie do przebrnięcia. Ja tak ostatnio mam. Zwłaszcza, że do wykarmienia cztery gęby i każda najchętniej jadłaby co innego. Mama oczywiście wiecznie walczy z nadwagą, to najchętniej warzywa...Tata ostatecznie też przymknąłby oko na te warzywa, ale może do tego jakieś mięsko...ale niekoniecznie drób, nie przepada poprostu. Starszy warzyw nie trąca w ogóle, za to drób najchętniej, no i z "frytkami do tego" oczywiście. Młodszy warzywa i owszem, drób też być może...ale ten właściwie, to najmniej wybredny narazie jeszcze jest. Mało rzeczy mu nie smakuje, ale jak nie spróbuje to nie powie, że nie. Przeciwnie do Starszego, ten nie próbuje, bo wystarczy, że kolor mu nie podchodzi i już nie ma tematu.

W ten weekend wymyśliłam kaszę gryczaną z sosem grzybowym. I tak: Mama z Tatą jadła kaszę z sosem grzybowym, minutowy sznycel wołowy i kiszonego ogórka, Starszy jadł ziemniaki, kotlet z indyka i marchewkę z jabłkiem, a Młodszy kaszę z sosem, kotlet z indyka i marchewkę z jabłkiem. Jakoś ich pogodziłam, choć garów kilka w ruch poszło.

Sos grzybowy wart zarejestrowania i powtórzenia wielokrotnego:
200g suszonych grzybów,
1 cebula,
1/4 kostki masła
3 łyżki mąki
szklanka bulionu

Cebulę posiekać drobno, zeszklić na maśle, mąkę na osobnej patelni uprażyć, aż się zezłoci. Dodać mąkę do cebuli i zalać bulionem. Grzyby namoczone przed nocą w zimnej wodzie, przegotować, posiekać i dodać do cebuli. Gotować jeszcze przez chwilę na małym ogniu. Sos jest boski, a z kaszą gryczaną i ogórkiem kiszonym smakuje super.



W sobotę porwałam się jeszcze na faworki (8 żółtek, szklanka piwa i mąka do wgniecenia) oraz tort bezowy, bo przecież zostały białka.
8 białek
2 szklanki cukru
łyżeczka mąki ziemniaczanej
łyżeczka octu

Blaty bezowe piekłam najpierw 30 minut w 120 stopniach, a potem suszyłam 3 godziny w 100 stopniach.
Przełożyłam je serkiem mascarpone zmiksowanym z 200g serka czekoladowego.
Całość polałam polewą czekoladową zamarzającą.

środa, 23 stycznia 2013

Pierogi z mięsem i węgiel

Kawałek wołowiny z rosołu i dylemat, pierogi czy naleśniki. Stanęło na pierogach, a ciasto jako spontan wyszło boskie. Pierogi jak pierogi. Trochę mąki, sól, wrzątek i oliwa. Potem tylko lepienie i gotowanie.
Cebulę do pierogów pokroiłam na drobną kosteczkę i w oczekiwaniu na Męża postanowiłam ją podsmażyć. A jak już się trochę podsmażyła to przestawiłam na drugi palnik, co by dosmażyć, jak już będę podawać. I za cholerę nie wiem, jak to się stało, że drugi palnik włączyłam, zamiast wyłączyć ten spod cebuli. Starszy wszedł, włączył wywietrznik,bo mu dym przeszkadzał, ale po co zdjąć cebulę co się kotłuje z palnika. "Myślałem, że ty taką cebulę chciałaś zrobić"...ta...
Jak ją wylewałam do kibla, to już zwęglona była. A smród do tej pory nie chce wyjść z domu...

Ale pierogi wyszły boskie.


poniedziałek, 21 stycznia 2013

Nie miała baba kłopotu...

Synów mam dwóch...Starszy jest już zbuntowanym nastolatkiem, 14 rok na karku i podstawowa życiowa zasada "spokojnie, zdążę", nieważne, że wszędzie biegiem, ale się nie spóźnia. Wszystko aktualnie jest na nie...ale spoko, przejdzie mu...kiedyś napewno.
Młodszy mój synek ma 8 lat, ten to jeszcze ma siłę i ochotę na wszystko. Właściwie teraz jest trochę na etapie, że chciałby robić wszystko naraz, no i najlepiej bez pomocy kogokolwiek...

No dobra, ale ja do czegoś zmierzam przecież. Synowie moi śpią już i przesypiają całe noce, starszy to w weekend pewnie z łóżka nie wstawałby wcale. Zaczęli przesypiać całe noce odkąd skończyli rok. To cóż mnie kurde podkusiło, żeby kupić sobie szczeniaczka?
Przygotowałam się na to, że spacery, że sikanie w domu, że uczenie komend, że przytulanie... ale nie przygotowałam sie mentalnie na to, że sypiać przestanę... Ta mała cholera jest z nami od ponad tygodnia i od ponad tygodnia noc porwana jest na części. Śpi z nami w łóżku, a jakże. Przez pierwsze noce, wstawał i łaził, teraz już tylko przebudza się i bawi przez chwilę moimi dłońmi lub włosami, a potem wtula się w szyję i zasypia słodko.

A tak w ogóle to jest przesłodki i można łychami go jeść. A pachnie tak cudnie...



                                                  Taki sie urodził, 16 listopada




                            A taki był, jak przywieźliśmy go do domu 12 stycznia

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Ogólnie i szczegółowo

Za dużo, zdecydowanie za dużo się dzieje, nie ogarniam wszystkiego.  Były święta, Wigilia moja, taką lubię najbardziej, moje śledzie z cebulką czerwoną, moje pierogi, uszka lepi Starszy i nie dopuszcza nikogo do tego, a że lepi je genialnie, to niech ma...
Boże Narodzenie całkowicie odlotowe w tym roku. Przez znajomego Turka zostaliśmy w komplecie zaproszeni do tureckiej knajpy na tureckie jedzenie. Uwielbiam jeść po turecku, ten smak, te przyprawy i ogromna ilość warzyw bardzo mi odpowiada. A najedzeni poszliśmy jeszcze do znajomej na deser, po drodze zakupiona została Baklava (słodki deser turecki, ale bardzo, bardzo smaczny).
Drugi dzień świąt to już kompletne lenistwo.

Sylwestrem się nie chwalę, bo nie lubie zabawy na siłę, więc jak co roku w rodzinnym gronie, i o niezbyt późnej godzinie do łóżka spać.
Od 16 listopada i tak żyliśmy właściwie jednym wydarzeniem, które opisze w następnym poście :-)

poniedziałek, 19 listopada 2012

Bakłażan

Nie jestem przekonana do oberżyny, bakłażana czyli. Raz, kiedyś dawno temu zrobiłam i był gorzki, nie chciało mi się więcej próbować... I z zupełnie innego powodu dziś spróbowałam ponownie. Potrzebowałam zrobić mu zdjęcie, a co za tym idzie musiałam go kupić. No a jak już kupiłam, to wypadało przyrządzić. No to przyrządziłam, według przepisu, do którego robiłam to zdjęcie. Bakłażana pokrojonego w plastry ułożyłam na naoliwionej blasze, posoliłam dość obficie, położyłam na plastry szynkę. W międzyczasie pokroiłam pomidory w kostkę i wymieszałam je z czosnkiem i tymiankiem. Położyłam je na bakłażanach i wszystko posypałam żółtym serem. Zapiekłam 20 minut w 200 stopniach. Jakie było moje zdziwienie kiedy z apetytem zjadł je również Starszy, choć nie przepada za warzywami. Zostawiam sobie ten przepis i będę cyklicznie powtarzać, bo naprawdę warto.
A wino czerwone...oczywiście do popicia :-)

środa, 24 października 2012

Jesiennie

Co robić, kiedy jesień wdziera nam się do domu? Coraz mniej światła sprawia, że wszyscy chodzimy nabuzowani. Każdy krzyczy na siebie, ciężko się porozumieć i myśleć dokładnie w tym samym kierunku.
Starszy stawia się niemiłosiernie, na wszystkie nasze "tak" on zawsze odpowiada "nie" i na odwrót. Jeszcze to małe a już chce być dorosłe. Sama nie wiem jak go traktować, jak z nim rozmawiać. Ranić potrafi jak mało kto. Wiem, wyrośnie, ale dopóki to się nie stanie, osiwieję.
Młodszy wbił sobie do głowy psa, chcę, teraz i koniec. Będę się opiekował, karmił, wyprowadzał, przytulał...ciężko mu w to nie wierzyć, rozglądamy się i przyglądamy bacznie. Ciężko podjąć decyzję na wiele lat...
Ogólnie ciężko się na czymś skupić, dni coraz krótsze, tak wiele chciałoby się zrobić, a tak niewiele dnia co dzień. Nawet wymyślanie obiadu to wyższa szkoła jazdy. Nauka języka średnio mi wychodzi, niby wszystko rozumiem, a jak dochodzi co do czego, to nie pamiętam najprostszych słów. Tak móc sie wyłączyć, zresetować na chwilę i skupić wyłącznie na jednym temacie...niełatwo.

środa, 17 października 2012

Blogować każdy może...

Namówiłam Młodszego do pisania bloga...pamiętnika o swoich przygodach. Starszy też pisze, tylko jeszcze nie osiągnął momentu, w którym będzie wiedział o czym pisać, ale próbuje, próbuje...

Za to małolat postanowił pisać po polsku i po niemiecku...ambitnie.

Tak się rozbujał, że mi komputer sprzed nosa zabiera, pracować nie daje i pisze!

Zdjęcia robi, dzień za dniem opisuje, zapalił się, ciekawe na jak długo starczy zapału.

No i jak tak dalej pójdzie to będzie lepszy ode mnie, albo może już jest?

Każdy z nas w młodości pisał swój pamiętnik, ale ja nie robiłam tego jak miałam osiem lat. Technika idzie z zawrotną siłą do przodu, niesamowite jak dzieci szybko sie rozwijają.

niedziela, 14 października 2012

MasterChef

Dzieci zrobiły dziś rano śniadanie...ugotowały parówki, pokroiły chleb i bułkę, ogórka, był śledź w śmietanie (no nie, bez przesady kupny był), herbata z cytryną.
A na koniec Młodszy zapytał, czy ma "oddać fartucha"...powiedziałam "przechodzisz dalej":-)
Egzamin na śniadanie zaliczyły...
Podobno dziś w planie jeszcze sałatka owocowa...juz się boję...ciekawe czyje palce będę zaklejać plastrami?

czwartek, 11 października 2012

Jabłkowo mi...

Na dworze dziś 9 stopni...czuć w powietrzu, że bliżej już zimy niż jesieni.
Zastanawiające, że zimą przy 9 stopniach opatulamy się czapkami, szalikami i rękawiczkami, a jesienią, to jeszcze cienka kurtka...o czapce i szaliku nie ma mowy. Ja tam sobie jeszcze wmawiam, że ciepło:-)
Po cotygodniowej nauce niemieckiego, postanowiliśmy z Młodszym, że wrócimy do domu piechotą...3 kilometry, co tam. Trochę podbiegliśmy, trochę pozbieralismy liści, bo się synowi przypomniało, że po feriach do szkoły ma przynieść (rychło w czas...trzy dni do końca ferii).


Zaczepił nas po drodze starszy Pan...grabił liście obok domu, sprezentował nam siatkę jabłek, jakieś 5 kilo szarej renety.
Będziemy przerabiać, będzie szarlotka i wątróbka z jabłkami, mus i kompot...

W ramach podziękowań Starszy poszedł pomóc zgrabić liście i przyniósł mamie bukiet kwiatów...Słodkie...







poniedziałek, 8 października 2012

Książki...

Uwielbiam je czytać, wczuwać się, wymyślać sobie jak według mnie wygląda dana postać...
Nie, nie lubię audiobooków i nie będę ich słuchać, choć podobno większość społeczeństwa przedkłada słuchanie ponad czytanie...ja nie...

Parę dni temu pisałam, o czytaniu i co z tego... nie wynika nic...

Chłopaki chwilowo na feriach...i jak słowo daję musiałabym siedzieć nocami i czytać, bo w dzień nie jestem w stanie skupić się na artykule w gazecie, na wpisie na fejsie...
Dzieci nas zawłaszczają...

Jak mam 20 raz dziennie grać w Uno, czy Monopoly, to już robi mi się słabo

Na szczęście od poniedziałku znów zaczyna się szkoła...może wtedy się uda:-)

Nie narzekam, nie, nie...jak się wyprowadzą...kiedyś...kiedyś, to zatęsknię za chaosem...
Na szczęście to jeszcze bardzo, bardzo długo...

czwartek, 4 października 2012

Skontrolowany...

Wizyta lekarska po siódmym roku życia zaliczona...widzi, słyszy, krzywy nie jest, ogólny rozwój stosowny do wieku...nawet waży i mierzy ile trzeba. Wciąż imponuje mi jak po dwóch latach rewelacyjnie rozumie i mówi już po niemiecku. I niech mi ktoś powie, że to nie jest kapitał dla dziecka na starcie...dwujęzyczność a z czasem i więcej nauczonych języków.
Starszy jak zwykle w roli tłumacza stanął na wysokości zadania!!

Jeszcze zaproszenia do teatru dostali, więc ferie kulturalnie im upłyną...


A w międzyczasie tak zaczęło lać, że liście z drzew się sypią...
Wczoraj 21 stopni, dziś wprawdzie 17, ale ulewa i wicher. Idzie ochłodzenie...w końcu to już październik...

środa, 3 października 2012

No nie wyrabiam...

W ogień za sobą wskoczą, płaczą jak jednemu, czy drugiemu coś przykrego się wydarzy, bronią się nawzajem...a kurde na co dzień nawalają się non stop. W pewnym momencie masz wrażenie, że najlepiej byłoby ich rozdzielić...nie wiem, może dwa mieszkania, ja z jednym, Mąż z drugim...Tylko jak podzielić sprawiedliwe, żeby znowu afery nie było.
Młodszy chciałby być traktowany jak Starszy i na odwrót, ale tylko wtedy gdy im to pasuje...

Ta różnica 5 lat...to dużo jednak...jak wszędzie są plusy i minusy...tylko myślę, czy plusów, czy minusów jest więcej...
Kocham ich najmocniej na świecie...ale czasem boli jak się traktują...

No nic...aktualnie właśnie siedzą razem w pokoju i gadają... no może to ja szukam problemu, gdzie go nie ma...

Słodkie...

Młodszy:



"Jedno serce dla Mamy, drugie dla Taty a trzecie...dla pieska, którego będę miał..."