Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O wszystkim.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O wszystkim.... Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 czerwca 2013

Fascynacja kobietą...

Jest tak niewiele programów kulinarnych, które ogląda się z otwartą buzią i śliną cieknącą po brodzie. Te wszystkie produkcje TVN, to nic innego jak lans siebie a nie potraw przez siebie przygotowywanych. Komentarze i wygląd gotujących świadczą o tym, że w kuchni nie należy umieć przyrządzać potraw, a jedynie wyglądać i bez sensu gadać. No, ale jak się nie ma KuchniaTV, to się lubi co się ma i ogląda te brednie, czasem wyciągając z nich coś dla siebie. Na szczęście (też niby na TVN), powtarzają co jakiś czas programy z Nigella Lawson. No ta, to ani wyglądać specjalnie nie musi, ani nawet mówić, żeby mieć ochotę natychmiast po programie biec do kuchni i próbować przygotować to co zaproponowała. Prosto, zrozumiale dla każdego a do tego pysznie. Taki program obejrzałam i wyjęłam z niego dla siebie przepis na pulpeciki z indyka z selerem naciowym i sosem pomidorowym.

Potrzebujemy:
500dkg mielonego mięsa indyka
3-4 gałązki selera naciowego
dużą cebulę
sos Worcestershire
sos pomidorowy
suszony tymianek
drobno tarty parmezan 3 łyżki
bułka tarta 3 łyżki


Seler z cebulą miksujemy na gładką papkę. Trzy łyżki dodajemy do mięsa razem z łyżeczką suszonego tymianku, bułką, sosem i parmezanem. Z mięsa formujemy maleńkie polpeciki. Mnie wyszły 54 sztuki.
Resztę masy selerowo-cebulowej podsmażamy na łyżce oleju. Dodajemy pomidory i tymianek. Po chwili wkładamy do sosu pulpeciki i dusimy około pół godziny co jakiś czas potrząsając garnkiem. Można jeść z chlebem, kaszą, ryżem...jak kto lubi.

 


środa, 29 maja 2013

Po przerwie...

Dwa miesiące...długo i nie długo...minęło jak jeden dzień...i nie żeby coś szczególnego powstrzymywało mnie od pisania. Fakt zaangażowałam się w pewien projekt, który miał wyglądać inaczej, niż to się potem zaczynało okazywać. Na początku wszystkiego co robimy mamy do tego ogromną wenę, bardzo nam się chce. Cóż, ja niestety mam taki charakter, że jak coś nie idzie po mojej myśli, to skrzydła opadają i chce się coraz mniej. Decyzji o zarzuceniu współpracy nie podjęłam ja, ciężko byłoby mi rozstać się z czymś, co tworzyłam od "zarodka", no ale podjął ją za mnie kto inny i teraz po kilkunastu dniach lżej mi z tym. Ciężko tworzyć i angażować się w coś, w co się nie wierzy i czego się nie czuje do końca.
Zaglądajcie jednak na www.omamiona.pl pewnie każdy znajdzie coś tam dla siebie...może miłe koleżanki, współtwórczynie pozwolą mi czasem coś tam napisać :-)

No a co u mnie? Kręci się...rodzina ta sama, praca też, choć ciągle szukamy czegoś więcej, czegoś co przynosi jednocześnie stysfakcję no i pieniądze...według mnie, tylko to warto w życiu robić. Być w zgodzie z samym sobą, nie robić nic wbrew sobie.

Dzieci lada chwila kończą kolejny rok szkolny. Młodszy drugą klasę, Starszy pierwszą gimnazjalną. Tu wszystko idzie jak należy. Z nauką obu problemów brak.
Piesek coraz starszy, wymieniły się już wszystkie zęby na stałe, osiąga już chłopak dojrzałość, a przy tym przysparza tyle radochy!
Ja gotuję, pichcę, piekę...sukcesywnie będę uzupełniać przepisy, które w ciągu tego czasu zamieszczałam na Facebook, bo łatwiej i szybciej jednak niż na blogu...leń ze mnie wylazł...
Obiecuję poprawę i jak będziecie zaglądać to będzie mi niezmiernie miło.

wtorek, 12 marca 2013

Dzieci dorastają...

Tak wiele mówi się o pieluchach, kupach, zupach itp... Dziecko to tylko noworodek i niemowlak. Przecież najgorsze, a może najtrudniejsze zaczyna się jak małolat zaczyna dorastać...jak sam nie wie, czy jest jeszcze dzieckiem, czy może już facetem. Okiełznać jego myśli, a potem okiełznać swoje. Nie dawać się prowokować...bo najfajniej dla niego, jak się zirytuje mama czy tata, jak się wkurzy, jak się wydrze. "Nie muszę, nie będę, sama zrób, sama idź, później, zaraz, spokojnie zdążę..." to stały skład słownictwa nastolatka. On ma na wszystko czas, on ze wszystkim sobie da radę, tylko później, bo teraz jestem zajęty...Czym?...patrzeniem w sufit. Dziecko jest naszym lustrem...jak postępować, żeby w tym lustrze widzieć nie tylko swoje złe nawyki, ale więcej dobrych?  Jak pokierować dzieciaka, żeby wiedział na co może a na co nie powinien sobie pozwalać. Model wychowania kumpelski...czasem myślę, że się nie sprawdził...czy on nie docenia, czy nie rozumie? Kiedyś doceni, kiedyś zrozumie...napewno!!
Jak się do tego dobrze uczy, to chyba wszystko jest ok...nie szukam już problemów, gdzie ich nie ma. Akceptuję i kocham bezinteresownie i bezgranicznie. Synu...jestem z Ciebie dumna, nawet jeśli czasem działasz mi na nerwy!
zdjęcie dość mocno archiwalne :-)

środa, 20 lutego 2013

Co robić, żeby dzieciom dogodzić...dać na luz

Są dni, w których staram się, gotuję kilka godzin, przyrządzam, pichcę, podaję do stołu i słyszę: "ja tego nie lubię", "przecież wiesz, że tego, tamtego nie jem". Czasem zwyczajnie nie chce mi się już wymyślać niczego nowego, zrobić spaghetti lub kotlet z piersi kurczaka, byle tylko zjedli i nie marudzili. Dziś zrobiłam coś po raz pierwszy i byłam prawie pewna, że będą wydziwiać. A tu...cisza, zjedli, mlaskali i podziękowali ciesząc się, że jutro będzie to samo... Bądź człowieku mądry...czyli to ja za bardzo się przejmuję, zamiast dać na luz.



Czerwony ryż z kurczakiem i warzywami:
1,5 szklanki ryżu
2 szklanki bulionu drobiowego
2/3 szklanki soku pomidorowego
1,5 szklanki groszku konserwowego
70 dkg piersi z kurczaka pokrojonej w kostkę
3 czerwone papryki pokrojone w paski
1 cebula pokrojona w kostkę
3 ząbki czosnku
oliwa, sól, oregano, słodka papryka, pieprz Cayenne

Oliwę rozgrzać, podsmażyć kurczaka. Dodać paprykę, cebulę, czosnek i oregano. Smażyć ok. 5 minut. Wsypać paprykę i pieprz. Dodać ryż, zalać bulionem i sokiem pomidorowym. Zagotować. Dusić na małym ogniu aż odparuje płyn i ryż zrobi się miękki. Na koniec dodać groszek i delikatnie wymieszać.




                             To proste i naprawdę pyszne risotto.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Ciasto marchewkowe...i dlaczego właściwie jest ono takie pyszne

Siostra moja rodzona, co nieco starsza ode mnie, od dłuższego czasu mieszka w Anglii. Wiele lat minęło, zanim zebraliśmy się i pojechaliśmy całą rodziną w odwiedziny. Po pierwsze dość daleko jednak do niej, a po drugie nie zawsze zgadzałyśmy się ze sobą, więc chyba niezbyt mi się do niej spieszyło. Pojechaliśmy na poprzednie Święta Wielkanocne i ten wyjazd bardzo ocieplił nasze stosunki, żeby nie powiedzieć nadał im w końcu jakiś głębszy sens. Bardzo zbliżył nas do siebie, wiele udało nam się wyjaśnić nieporozumień, które zalegały w nas od lat.
Udało nam się też wtedy zobaczyć kawałek Anglii, może bardzo maleńki fragmencik, ale pozwoliło to rozbudzić ciekawość i ochotę na więcej. Byliśmy tam też całe wakacje, ale do tego wrócę jeszcze kiedyś.
Podczas tamtego wielkanocnego pobytu pojechaliśmy między innymi zwiedzać Edynburg, to piekne, stare miasto, z fantastycznymi zabytkami, podobno jedna z trzech obok Pragi i Lizbony najpiękniejszych "starówek" na świecie.











Wiele klimatycznych kawiarenek, a w jednej z nich zamówiliśmy do kawy ciasto marchewkowe, najpyszniejsze, jakie kiedykolwiek jadłam.
Razem z siostrą spróbowałyśmy odtworzyć ten smak. Udało się, to przepis doskonały, ciasto łatwe do wykonania, a smak zniewala.

Ciasto marchewkowe:
2 jaja
200g cukru brązowego
150ml oleju
200g startej marchewki

50g posiekanych orzechów włoskich
75g ananasa z puszki
50g wiórków kokosowych
200g mąki
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Jaja ubić aż podwoją objętość. Dodać cukier i ubijać do gładkości. Dodać pozostałe składniki. Wymieszać. Piec 1 godzinę w 150 stopniach. Jak wystygnie to przygotować lukier:
mało soku ananasowego + dużo cukru pudru
i polać nim ciasto.









czwartek, 14 lutego 2013

Walentynki...nie-walentynki

Przecież ja nie obchodzę. Z mym  od 13 lat mężem, a od 16 lat towarzyszem życia właściwie od początku znajomości w ten dzień konkretnie nie świętowaliśmy. Kupowaliśmy poprostu coś fajnego, wyjątkowego do jedzenia, dobre winko, miło i wspólnie spędzaliśmy czas. Od 13 lat mamy dzieci , to znaczy jedno od 13 a drugie od 8 i od tamtej chwili zawsze to oni dostają od nas jakiś drobiazg. W tym roku żelki na patyku, któregoś roku poduszki z miłosnymi wyznaniami, zwykle raczej coś słodkiego, serduszkowego.
I nie obchodzę, ale na śniadanie przygotowuje serduszkowe kanapki, na obiad bedzie ryż z curry z kurczaka i mango, a wieczorem zjemy sushi i napijemy się wina...no to obchodzę czy nie? Czasami marzy mi sie coś spontanicznego i romantycznego...ale czy nie najważniejsze, że od tych szesnastu lat jesteśmy ze sobą na dobre i na złe, czy to nie najważniejszy dowód miłości? Czy musimy okazać sobie to jeszcze konkretnie 14 lutego każdego roku?
Walentynki...dostaliśmy dziś od młodszego serduszkowy koszyczek a w nim osobiste życzenia dla Taty i Mamy...i to mnie wzrusza, dla takich podarunków niech sobie będą te Walentynki.





Azul też dziś dostał swoją Walentynkę, przysłali dziś zawieszkę do obroży, zamówioną wcześniej przez nas.
Tylko obroży jeszcze nie przysłali, ale pewnie nadejdzie wkrótce.




Dla wszystkich obchodzących i nie obchodzących WESOŁEGO WALENTEGO!!

poniedziałek, 4 lutego 2013

Zero pomysłów..a potem kasza gryczana

Macie tak, że wymyślenie czegoś na obiad staje się dla Was problemem, nie do przebrnięcia. Ja tak ostatnio mam. Zwłaszcza, że do wykarmienia cztery gęby i każda najchętniej jadłaby co innego. Mama oczywiście wiecznie walczy z nadwagą, to najchętniej warzywa...Tata ostatecznie też przymknąłby oko na te warzywa, ale może do tego jakieś mięsko...ale niekoniecznie drób, nie przepada poprostu. Starszy warzyw nie trąca w ogóle, za to drób najchętniej, no i z "frytkami do tego" oczywiście. Młodszy warzywa i owszem, drób też być może...ale ten właściwie, to najmniej wybredny narazie jeszcze jest. Mało rzeczy mu nie smakuje, ale jak nie spróbuje to nie powie, że nie. Przeciwnie do Starszego, ten nie próbuje, bo wystarczy, że kolor mu nie podchodzi i już nie ma tematu.

W ten weekend wymyśliłam kaszę gryczaną z sosem grzybowym. I tak: Mama z Tatą jadła kaszę z sosem grzybowym, minutowy sznycel wołowy i kiszonego ogórka, Starszy jadł ziemniaki, kotlet z indyka i marchewkę z jabłkiem, a Młodszy kaszę z sosem, kotlet z indyka i marchewkę z jabłkiem. Jakoś ich pogodziłam, choć garów kilka w ruch poszło.

Sos grzybowy wart zarejestrowania i powtórzenia wielokrotnego:
200g suszonych grzybów,
1 cebula,
1/4 kostki masła
3 łyżki mąki
szklanka bulionu

Cebulę posiekać drobno, zeszklić na maśle, mąkę na osobnej patelni uprażyć, aż się zezłoci. Dodać mąkę do cebuli i zalać bulionem. Grzyby namoczone przed nocą w zimnej wodzie, przegotować, posiekać i dodać do cebuli. Gotować jeszcze przez chwilę na małym ogniu. Sos jest boski, a z kaszą gryczaną i ogórkiem kiszonym smakuje super.



W sobotę porwałam się jeszcze na faworki (8 żółtek, szklanka piwa i mąka do wgniecenia) oraz tort bezowy, bo przecież zostały białka.
8 białek
2 szklanki cukru
łyżeczka mąki ziemniaczanej
łyżeczka octu

Blaty bezowe piekłam najpierw 30 minut w 120 stopniach, a potem suszyłam 3 godziny w 100 stopniach.
Przełożyłam je serkiem mascarpone zmiksowanym z 200g serka czekoladowego.
Całość polałam polewą czekoladową zamarzającą.

czwartek, 24 stycznia 2013

Komplementuj mnie...

Dziś Międzynarodowy Dzień Komplementów, no ale jak Cię nikt nie komplementuje, to sobie musisz sama... Jestem fajna, jestem mądra, mam fajną rodzinę, fajnie gotuję, dbam o wszystkich, lubie robić innym przyjemności... basta.

Dzis też po raz pierwszy poszliśmy z Azulem na spacerek. Spacerek to zdecydowanie za dużo powiedziane. Wynieśliśmy malucha na zewnątrz na rękach, postawiliśmy na śniegu, postał, postał, zjadł trochę śniegu, a następnie błagalnym wzrokiem dał znać, że już dość i wracamy do domu.

Czyli jeszcze raz: jestem fajna, jestem mądra, mam fajna rodzinę........

środa, 23 stycznia 2013

Pierogi z mięsem i węgiel

Kawałek wołowiny z rosołu i dylemat, pierogi czy naleśniki. Stanęło na pierogach, a ciasto jako spontan wyszło boskie. Pierogi jak pierogi. Trochę mąki, sól, wrzątek i oliwa. Potem tylko lepienie i gotowanie.
Cebulę do pierogów pokroiłam na drobną kosteczkę i w oczekiwaniu na Męża postanowiłam ją podsmażyć. A jak już się trochę podsmażyła to przestawiłam na drugi palnik, co by dosmażyć, jak już będę podawać. I za cholerę nie wiem, jak to się stało, że drugi palnik włączyłam, zamiast wyłączyć ten spod cebuli. Starszy wszedł, włączył wywietrznik,bo mu dym przeszkadzał, ale po co zdjąć cebulę co się kotłuje z palnika. "Myślałem, że ty taką cebulę chciałaś zrobić"...ta...
Jak ją wylewałam do kibla, to już zwęglona była. A smród do tej pory nie chce wyjść z domu...

Ale pierogi wyszły boskie.


wtorek, 22 stycznia 2013

Faworki i "pofaworki"....






Są potrawy, które robi się wyłącznie w określonych porach roku. W innych nie smakują tak samo, nie tak jak powinny. Chyba tak jest właśnie z faworkami. Typowo karnawałowa słodycz, chociaż słodycz to złe określenie, to wciąga jak chipsy, ale zdrowsze zdecydowanie.
Ja robię faworki z żółtek, takiej samej ilości piwa jasnego i mąki "do wgniecenia". Zawsze śmiałyśmy się z moją siostrą, jak pytałyśmy mamę ile mąki dodać do danego ciasta, zawsze odpowiadała "do wgniecenia" i w przypadku faworków tak właśnie jest.  Można je zrobić z 3 żółtek, a można w 20. A ilość mąki zależy nawet od wielkości jaj. A jak już ugniotę to ciasto, to myśląć o kimś kogo bardzo nie lubię, okładam to ciasto wałkiem z całej siły. Potem rozwałkowuję na bardzo cieniutkie placki, nastepnie tnę te placki na paski ok 3cm szerokości, przecinam w środku i zawijam jakby na supeł. Gotowe zawijasy smażę w kokosowym tłuszczu a jak ostygną, posypuję cukrem pudrem.
ZdjęcieZdjęcieZdjęcieZdjęcieZdjęcieZdjęcie


Po faworkach zostają białka i czasem robię z nich bezę, ale w karnawale zawsze "piegusa". Do niego biorę szklankę białek, szklankę mąki, szklankę cukru i szklankę masy makowej, łyżeczkę proszku do pieczenia, pół roztopionego masła. A upieczone w 180 stopniach ok. godzinę ciasto polewam rozpuszczoną czekoladą.




poniedziałek, 21 stycznia 2013

Nie miała baba kłopotu...

Synów mam dwóch...Starszy jest już zbuntowanym nastolatkiem, 14 rok na karku i podstawowa życiowa zasada "spokojnie, zdążę", nieważne, że wszędzie biegiem, ale się nie spóźnia. Wszystko aktualnie jest na nie...ale spoko, przejdzie mu...kiedyś napewno.
Młodszy mój synek ma 8 lat, ten to jeszcze ma siłę i ochotę na wszystko. Właściwie teraz jest trochę na etapie, że chciałby robić wszystko naraz, no i najlepiej bez pomocy kogokolwiek...

No dobra, ale ja do czegoś zmierzam przecież. Synowie moi śpią już i przesypiają całe noce, starszy to w weekend pewnie z łóżka nie wstawałby wcale. Zaczęli przesypiać całe noce odkąd skończyli rok. To cóż mnie kurde podkusiło, żeby kupić sobie szczeniaczka?
Przygotowałam się na to, że spacery, że sikanie w domu, że uczenie komend, że przytulanie... ale nie przygotowałam sie mentalnie na to, że sypiać przestanę... Ta mała cholera jest z nami od ponad tygodnia i od ponad tygodnia noc porwana jest na części. Śpi z nami w łóżku, a jakże. Przez pierwsze noce, wstawał i łaził, teraz już tylko przebudza się i bawi przez chwilę moimi dłońmi lub włosami, a potem wtula się w szyję i zasypia słodko.

A tak w ogóle to jest przesłodki i można łychami go jeść. A pachnie tak cudnie...



                                                  Taki sie urodził, 16 listopada




                            A taki był, jak przywieźliśmy go do domu 12 stycznia

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Ogólnie i szczegółowo

Za dużo, zdecydowanie za dużo się dzieje, nie ogarniam wszystkiego.  Były święta, Wigilia moja, taką lubię najbardziej, moje śledzie z cebulką czerwoną, moje pierogi, uszka lepi Starszy i nie dopuszcza nikogo do tego, a że lepi je genialnie, to niech ma...
Boże Narodzenie całkowicie odlotowe w tym roku. Przez znajomego Turka zostaliśmy w komplecie zaproszeni do tureckiej knajpy na tureckie jedzenie. Uwielbiam jeść po turecku, ten smak, te przyprawy i ogromna ilość warzyw bardzo mi odpowiada. A najedzeni poszliśmy jeszcze do znajomej na deser, po drodze zakupiona została Baklava (słodki deser turecki, ale bardzo, bardzo smaczny).
Drugi dzień świąt to już kompletne lenistwo.

Sylwestrem się nie chwalę, bo nie lubie zabawy na siłę, więc jak co roku w rodzinnym gronie, i o niezbyt późnej godzinie do łóżka spać.
Od 16 listopada i tak żyliśmy właściwie jednym wydarzeniem, które opisze w następnym poście :-)

wtorek, 13 listopada 2012

Nie...dla niedoskonałej...

Nie zapraszam już na portal niedoskonałej, nasze drogi z Naczelną się rozeszły, to co na początku wydawało się porozumieniem dusz, już się takie nie wydaje.

Ale, ale, zamykamy jedne drzwi, aby otworzyć kolejne. Otwieram... a co za nimi znajdę, pokaże czas.

czwartek, 1 listopada 2012

Święto

Smutne święto dziś...Święto Zmarłych.  Powinniśmy być w takim dniu blisko nich, nawet jak jesteśmy daleko. Ja chciałbym być teraz gdzie indziej niż jestem, ale myślami wciąż wracam do tego co było. Myślę Tato o Tobie, tęsknię za Tobą. Jak byłam małą dziewczynką, nie myślałam o tym, że kiedyś Ciebie zabraknie, do głowy coś takiego nigdy mi nie przyszło. Mimo, że teraz mieszkam daleko to cieszę się, że udało mi sie być z Tobą w ostatnich chwilach. Tak bardzo wtedy chciałam zatrzymać czas, żeby się to nie wydarzyło. Nie chciałam uwierzyć i właściwie teraz też wciąż mi się to wydaje nierealne. W telefonie wciąż mam Twój numer i łapię sie na tym, że chcę go wybrać i pogadać z Tobą. Trzeba pamiętać o tym, że w życiu piękne są tylko chwile, i szkoda marnować je na głupoty, na użalanie się nad sobą. Trzeba cieszyć sie chwilą i spędzać ze soba jak najwięcej czasu. Gdy zabraknie kogoś bliskiego, ciężko się pozbierać, choć życie płynie dalej...

środa, 24 października 2012

Jesiennie

Co robić, kiedy jesień wdziera nam się do domu? Coraz mniej światła sprawia, że wszyscy chodzimy nabuzowani. Każdy krzyczy na siebie, ciężko się porozumieć i myśleć dokładnie w tym samym kierunku.
Starszy stawia się niemiłosiernie, na wszystkie nasze "tak" on zawsze odpowiada "nie" i na odwrót. Jeszcze to małe a już chce być dorosłe. Sama nie wiem jak go traktować, jak z nim rozmawiać. Ranić potrafi jak mało kto. Wiem, wyrośnie, ale dopóki to się nie stanie, osiwieję.
Młodszy wbił sobie do głowy psa, chcę, teraz i koniec. Będę się opiekował, karmił, wyprowadzał, przytulał...ciężko mu w to nie wierzyć, rozglądamy się i przyglądamy bacznie. Ciężko podjąć decyzję na wiele lat...
Ogólnie ciężko się na czymś skupić, dni coraz krótsze, tak wiele chciałoby się zrobić, a tak niewiele dnia co dzień. Nawet wymyślanie obiadu to wyższa szkoła jazdy. Nauka języka średnio mi wychodzi, niby wszystko rozumiem, a jak dochodzi co do czego, to nie pamiętam najprostszych słów. Tak móc sie wyłączyć, zresetować na chwilę i skupić wyłącznie na jednym temacie...niełatwo.

niedziela, 21 października 2012

Spać

Sobota, idę późno spać, bo przecież jutro po całym tygodniu się wyśpię, nie obudzi mnie budzik, nie muszę wstać wcześniej, aby dzieci wyprawić do szkoły, błogie lenistwo.
No i śpię, nawet się nie budzę. Nagle...dzwoni budzik. Jak to możliwe, przecież dziś niedziela. Przyśniło mi się, że on dzwoni, zerwałam się na równe nogi, aby odnaleźć sprawcę, wcale nie był nastawiony, naprawdę mi sie śniło. 6.50. Nie no, nie wstaję, pomyślałam. Ale usnąć się już nie dało. Wstałam o 7.25 i przygotowałam sałatkę na śniadanie.



Do przygotowania sałatki potrzebujemy:
opakowanie paluszków krabowych
puszkę kukurydzy
puszkę ananasa w zalewie
250g sera żółtego (ementaler u mnie)
przyprawę curry
majonez

Paluszki kroję w kostkę, ananasa również, kukurydzę odcedzam z zalewy, połowę sera kroję w kostkę a połowę ścieram na dość drobnej tarce. Doprawiam curry i dodaję majonez.

piątek, 19 października 2012

Niedoskonalamama.pl

Czy ja jestem zbyt niedoskonała aby uczestniczyć w tworzeniu portalu dla mam i nie tylko...chyba nie...
Czy w ogóle jest to możliwe, aby dziesięć kobiet dało radę się porozumieć, bez codziennych zgrzytów...ciężko jest, ale jest to możliwe.
Trzeba tylko mimo wszystko postarać się o szczerość i wywalać sobie prosto z mostu, co kogo boli. To moje zdanie i moje podejście do tematu. Jeśli jednak czasem starasz się być szczerym możesz oberwać po dupie. Ale myślę, że ostatecznie wyjdzie to na plus. Strona sie otworzyła, wymaga jeszcze masy poprawek...każde dziecko rodzi się w bólu, nawet to wirtualne.
Trzymam kciuki za założycielkę i za nas, bo jesteśmy w to zamieszane.
Wszystkich chętnych zapraszam i odsyłam do strony, z dnia na dzień będzie coraz lepiej.
www.niedoskonalamama.pl

czwartek, 18 października 2012

Jabłkowo mi nadal...

Spada Ci z nieba torba jabłek, no nie całkiem spada, ktoś poprostu daruje Ci tę torbę jabłek. Na początek myślisz, wezmę, część przerobię a resztę najwyżej wyrzucę, jak się zepsuje...a tu niespodzianka mija tydzień a z 6 kilo jabłek, został może kilogram, też do przerobienia.
Były trzy szarlotki, wątróbka i kurczak z jabłkiem, placki z jabłkami, surówka do obiadu, a jutro znowu ta surówka bo jest smaczna. Uda nam się jeszcze pewnie zjeść budyń z duszonym jabłkiem i będzie...po jabłkach:-)


poniedziałek, 15 października 2012

Portal

Czy ja myślałam, że kiedykolowiek spróbuje coś napisać? Skrobie w tym blogu, ale żeby tak publicznie?
Jednak internet  to kopalnia wiedzy i miejsce nawiązywania znajomości, o których prawdopodobnie nie pomyślałybyśmy w realu.
Poznałam szalone dziewczyny (jedną znam już od dość dawna).
Będziemy tworzyć portal...no może się rozpędziłam, ja skromnie uczestniczę w przygotowaniach i postaram sie coś mądrego napisać, choć wcześniej tego nie robiłam.
Czuję, że to będzie cos wielkiego...