Babka ziemniaczana:
1,5kg ziemniaków
20dkg boczku wędzonego pokrojonego w kostkę
3 cebule
sól, pieprz
jajko
1,5 szklanki mąki pszennej
kilka plasterków boczku
kwaśna śmietana
szczypior
Ziemniaki i dwie cebule zetrzeć na najdrobniejszej tarce. Boczek zesmażyć z jedną cebulą. Dodać do masy, doprawić. Dodać żółtko. Masę wymieszać z mąką a potem delikatnie wmieszać do niej pianę z białka.
Masę przełożyć do keksówek wysmarowanych tłuszczem. Piec ok 1,5 godziny w 200 stopniach.
Po wyjęciu z piekarnika odczekać chwilę, a potem pokroić w plasterki. Ułożyć na podsmażonych wcześniej plasterkach boczku i udekorować śmietaną oraz szczypiorkiem.
A z takiego ziemniaka smakuje najbardziej ;)
czwartek, 30 maja 2013
środa, 29 maja 2013
Po przerwie...
Dwa miesiące...długo i nie długo...minęło jak jeden dzień...i nie żeby coś szczególnego powstrzymywało mnie od pisania. Fakt zaangażowałam się w pewien projekt, który miał wyglądać inaczej, niż to się potem zaczynało okazywać. Na początku wszystkiego co robimy mamy do tego ogromną wenę, bardzo nam się chce. Cóż, ja niestety mam taki charakter, że jak coś nie idzie po mojej myśli, to skrzydła opadają i chce się coraz mniej. Decyzji o zarzuceniu współpracy nie podjęłam ja, ciężko byłoby mi rozstać się z czymś, co tworzyłam od "zarodka", no ale podjął ją za mnie kto inny i teraz po kilkunastu dniach lżej mi z tym. Ciężko tworzyć i angażować się w coś, w co się nie wierzy i czego się nie czuje do końca.
Zaglądajcie jednak na www.omamiona.pl pewnie każdy znajdzie coś tam dla siebie...może miłe koleżanki, współtwórczynie pozwolą mi czasem coś tam napisać :-)
No a co u mnie? Kręci się...rodzina ta sama, praca też, choć ciągle szukamy czegoś więcej, czegoś co przynosi jednocześnie stysfakcję no i pieniądze...według mnie, tylko to warto w życiu robić. Być w zgodzie z samym sobą, nie robić nic wbrew sobie.
Dzieci lada chwila kończą kolejny rok szkolny. Młodszy drugą klasę, Starszy pierwszą gimnazjalną. Tu wszystko idzie jak należy. Z nauką obu problemów brak.
Piesek coraz starszy, wymieniły się już wszystkie zęby na stałe, osiąga już chłopak dojrzałość, a przy tym przysparza tyle radochy!
Ja gotuję, pichcę, piekę...sukcesywnie będę uzupełniać przepisy, które w ciągu tego czasu zamieszczałam na Facebook, bo łatwiej i szybciej jednak niż na blogu...leń ze mnie wylazł...
Obiecuję poprawę i jak będziecie zaglądać to będzie mi niezmiernie miło.
Zaglądajcie jednak na www.omamiona.pl pewnie każdy znajdzie coś tam dla siebie...może miłe koleżanki, współtwórczynie pozwolą mi czasem coś tam napisać :-)
No a co u mnie? Kręci się...rodzina ta sama, praca też, choć ciągle szukamy czegoś więcej, czegoś co przynosi jednocześnie stysfakcję no i pieniądze...według mnie, tylko to warto w życiu robić. Być w zgodzie z samym sobą, nie robić nic wbrew sobie.
Dzieci lada chwila kończą kolejny rok szkolny. Młodszy drugą klasę, Starszy pierwszą gimnazjalną. Tu wszystko idzie jak należy. Z nauką obu problemów brak.
Piesek coraz starszy, wymieniły się już wszystkie zęby na stałe, osiąga już chłopak dojrzałość, a przy tym przysparza tyle radochy!
Ja gotuję, pichcę, piekę...sukcesywnie będę uzupełniać przepisy, które w ciągu tego czasu zamieszczałam na Facebook, bo łatwiej i szybciej jednak niż na blogu...leń ze mnie wylazł...
Obiecuję poprawę i jak będziecie zaglądać to będzie mi niezmiernie miło.
wtorek, 12 marca 2013
Dzieci dorastają...
Tak wiele mówi się o pieluchach, kupach, zupach itp... Dziecko to tylko noworodek i niemowlak. Przecież najgorsze, a może najtrudniejsze zaczyna się jak małolat zaczyna dorastać...jak sam nie wie, czy jest jeszcze dzieckiem, czy może już facetem. Okiełznać jego myśli, a potem okiełznać swoje. Nie dawać się prowokować...bo najfajniej dla niego, jak się zirytuje mama czy tata, jak się wkurzy, jak się wydrze. "Nie muszę, nie będę, sama zrób, sama idź, później, zaraz, spokojnie zdążę..." to stały skład słownictwa nastolatka. On ma na wszystko czas, on ze wszystkim sobie da radę, tylko później, bo teraz jestem zajęty...Czym?...patrzeniem w sufit. Dziecko jest naszym lustrem...jak postępować, żeby w tym lustrze widzieć nie tylko swoje złe nawyki, ale więcej dobrych? Jak pokierować dzieciaka, żeby wiedział na co może a na co nie powinien sobie pozwalać. Model wychowania kumpelski...czasem myślę, że się nie sprawdził...czy on nie docenia, czy nie rozumie? Kiedyś doceni, kiedyś zrozumie...napewno!!
Jak się do tego dobrze uczy, to chyba wszystko jest ok...nie szukam już problemów, gdzie ich nie ma. Akceptuję i kocham bezinteresownie i bezgranicznie. Synu...jestem z Ciebie dumna, nawet jeśli czasem działasz mi na nerwy!
zdjęcie dość mocno archiwalne :-)
czwartek, 28 lutego 2013
Derby jakis czas temu i pomysł na świetny obiad...
Podczas poprzednich wakacji dostaliśmy w prezencie zaproszenia na Derby. Wyścigi koni, czy to nam się spodoba? Nigdy nie byliśmy, ale jak dają to trzeba skorzystać. Poszliśmy tam, najwyżej na godzinkę, pogoda przecudna, pozornie nudne konne wyścigi zamieniły się w cudowny, rodzinny piknik i byliśmy na nim cały dzień.
Mnóstwo pysznego jedzenia. A wśród tego danie obiadowe. Indyk, rozmaryn, cukinia i papryka. Spróbowałam odtworzyć to w domu i tak oto wygląda to danie.
Udziec z indyka
3 cukinie ze skórką (gruba kostka)
kolorowe papryki (gruba kostka)
rozmaryn świeży
sos pomidorowy
sól, pieprz
olej
Indyka kroimy w grubą kostkę, obkładamy rozmarynem i na całą noc wkładamy do lodówki. Rano pieczemy oddzielnie indyka, oddzielnie cukinię z papryką. A potem wszystko razem zalewamy sosem pomidorowym.
Podawać można z ryżem, z chlebem, z bułeczką.
Mnóstwo pysznego jedzenia. A wśród tego danie obiadowe. Indyk, rozmaryn, cukinia i papryka. Spróbowałam odtworzyć to w domu i tak oto wygląda to danie.
Udziec z indyka
3 cukinie ze skórką (gruba kostka)
kolorowe papryki (gruba kostka)
rozmaryn świeży
sos pomidorowy
sól, pieprz
olej
Indyka kroimy w grubą kostkę, obkładamy rozmarynem i na całą noc wkładamy do lodówki. Rano pieczemy oddzielnie indyka, oddzielnie cukinię z papryką. A potem wszystko razem zalewamy sosem pomidorowym.
Podawać można z ryżem, z chlebem, z bułeczką.
środa, 20 lutego 2013
Co robić, żeby dzieciom dogodzić...dać na luz
Są dni, w których staram się, gotuję kilka godzin, przyrządzam, pichcę, podaję do stołu i słyszę: "ja tego nie lubię", "przecież wiesz, że tego, tamtego nie jem". Czasem zwyczajnie nie chce mi się już wymyślać niczego nowego, zrobić spaghetti lub kotlet z piersi kurczaka, byle tylko zjedli i nie marudzili. Dziś zrobiłam coś po raz pierwszy i byłam prawie pewna, że będą wydziwiać. A tu...cisza, zjedli, mlaskali i podziękowali ciesząc się, że jutro będzie to samo... Bądź człowieku mądry...czyli to ja za bardzo się przejmuję, zamiast dać na luz.
Czerwony ryż z kurczakiem i warzywami:
1,5 szklanki ryżu
2 szklanki bulionu drobiowego
2/3 szklanki soku pomidorowego
1,5 szklanki groszku konserwowego70 dkg piersi z kurczaka pokrojonej w kostkę3 czerwone papryki pokrojone w paski
1 cebula pokrojona w kostkę
3 ząbki czosnku
oliwa, sól, oregano, słodka papryka, pieprz Cayenne
Oliwę rozgrzać, podsmażyć kurczaka. Dodać paprykę, cebulę, czosnek i oregano. Smażyć ok. 5 minut. Wsypać paprykę i pieprz. Dodać ryż, zalać bulionem i sokiem pomidorowym. Zagotować. Dusić na małym ogniu aż odparuje płyn i ryż zrobi się miękki. Na koniec dodać groszek i delikatnie wymieszać.
To proste i naprawdę pyszne risotto.
Czerwony ryż z kurczakiem i warzywami:
1,5 szklanki ryżu
2 szklanki bulionu drobiowego
2/3 szklanki soku pomidorowego
1,5 szklanki groszku konserwowego70 dkg piersi z kurczaka pokrojonej w kostkę3 czerwone papryki pokrojone w paski
1 cebula pokrojona w kostkę
3 ząbki czosnku
oliwa, sól, oregano, słodka papryka, pieprz Cayenne
Oliwę rozgrzać, podsmażyć kurczaka. Dodać paprykę, cebulę, czosnek i oregano. Smażyć ok. 5 minut. Wsypać paprykę i pieprz. Dodać ryż, zalać bulionem i sokiem pomidorowym. Zagotować. Dusić na małym ogniu aż odparuje płyn i ryż zrobi się miękki. Na koniec dodać groszek i delikatnie wymieszać.
To proste i naprawdę pyszne risotto.
wtorek, 19 lutego 2013
Charcik włoski, pies doskonały...prawie zawsze :-)
Charcik Włoski oryginalna nazwa piccolo levriero italiano. Rasa psa zaliczana do grupy chartów.Pies myśliwski, wyścigowy pies-towarzysz.
Głowa smukła, oczy duże, ogon cienki i długi.
Sierść krótka i delikatna, umaszczenie jednolite, czarne, szare, błękitne lub płowe („izabelowate”).
Inteligentne, uczuciowe, łagodne, wesołe i aktywne. Żyją w zgodzie z innymi domownikami.
Nie wymaga większych zabiegów; uwagę należy zwrócić na higienę uzębienia (stosunkowo często występuje kamień nazębny). Ułożenie pod warunkiem konsekwencji nie jest trudne. Rasa aktywna, wymaga ruchu.
Waga do 5 kilogramów, a wzrost maksymalnie 38 centymetrów.
Wybierając taką rasę kierowaliśmy sie głównie tym, żeby: pies nie miał zbyt długiej sierści, nie wymagał zbyt wielu zabiegów pielęgnacyjnych, lubił jeździć autem, ponieważ sporo podróżujemy, był niewielkich rozmiarów i nie chorował.
Nasz charcik uwielbia się przytulać, cały czas siedziałby na rękach, uwielbia spać w pościeli. Nie cierpi wychodzić na dwór gdy jest zimno, śnieg omija szerokim łukiem, jeśli ma taką możliwość oczywiście i w przypadku nauki czystości jest cholernie oporny na wiedzę. Tylko co któryś raz udaje mu się trafić na podkład, a wtedy przybiega i oznajmia swoją radość z tego, że trafił.
Ogromny pieszczoch i ogromna radość.
Nasz ma umaszczenie błękitne i pochodzi z miotu na literę A, dlatego nazwaliśmy go Azul (po hiszpańsku oznacza błękitny, niebieski).
Głowa smukła, oczy duże, ogon cienki i długi.
Sierść krótka i delikatna, umaszczenie jednolite, czarne, szare, błękitne lub płowe („izabelowate”).
Inteligentne, uczuciowe, łagodne, wesołe i aktywne. Żyją w zgodzie z innymi domownikami.
Nie wymaga większych zabiegów; uwagę należy zwrócić na higienę uzębienia (stosunkowo często występuje kamień nazębny). Ułożenie pod warunkiem konsekwencji nie jest trudne. Rasa aktywna, wymaga ruchu.
Waga do 5 kilogramów, a wzrost maksymalnie 38 centymetrów.
Wybierając taką rasę kierowaliśmy sie głównie tym, żeby: pies nie miał zbyt długiej sierści, nie wymagał zbyt wielu zabiegów pielęgnacyjnych, lubił jeździć autem, ponieważ sporo podróżujemy, był niewielkich rozmiarów i nie chorował.
Nasz charcik uwielbia się przytulać, cały czas siedziałby na rękach, uwielbia spać w pościeli. Nie cierpi wychodzić na dwór gdy jest zimno, śnieg omija szerokim łukiem, jeśli ma taką możliwość oczywiście i w przypadku nauki czystości jest cholernie oporny na wiedzę. Tylko co któryś raz udaje mu się trafić na podkład, a wtedy przybiega i oznajmia swoją radość z tego, że trafił.
Ogromny pieszczoch i ogromna radość.
Nasz ma umaszczenie błękitne i pochodzi z miotu na literę A, dlatego nazwaliśmy go Azul (po hiszpańsku oznacza błękitny, niebieski).
poniedziałek, 18 lutego 2013
Ciasto marchewkowe...i dlaczego właściwie jest ono takie pyszne
Siostra moja rodzona, co nieco starsza ode mnie, od dłuższego czasu mieszka w Anglii. Wiele lat minęło, zanim zebraliśmy się i pojechaliśmy całą rodziną w odwiedziny. Po pierwsze dość daleko jednak do niej, a po drugie nie zawsze zgadzałyśmy się ze sobą, więc chyba niezbyt mi się do niej spieszyło. Pojechaliśmy na poprzednie Święta Wielkanocne i ten wyjazd bardzo ocieplił nasze stosunki, żeby nie powiedzieć nadał im w końcu jakiś głębszy sens. Bardzo zbliżył nas do siebie, wiele udało nam się wyjaśnić nieporozumień, które zalegały w nas od lat.
Udało nam się też wtedy zobaczyć kawałek Anglii, może bardzo maleńki fragmencik, ale pozwoliło to rozbudzić ciekawość i ochotę na więcej. Byliśmy tam też całe wakacje, ale do tego wrócę jeszcze kiedyś.
Podczas tamtego wielkanocnego pobytu pojechaliśmy między innymi zwiedzać Edynburg, to piekne, stare miasto, z fantastycznymi zabytkami, podobno jedna z trzech obok Pragi i Lizbony najpiękniejszych "starówek" na świecie.
Udało nam się też wtedy zobaczyć kawałek Anglii, może bardzo maleńki fragmencik, ale pozwoliło to rozbudzić ciekawość i ochotę na więcej. Byliśmy tam też całe wakacje, ale do tego wrócę jeszcze kiedyś.
Podczas tamtego wielkanocnego pobytu pojechaliśmy między innymi zwiedzać Edynburg, to piekne, stare miasto, z fantastycznymi zabytkami, podobno jedna z trzech obok Pragi i Lizbony najpiękniejszych "starówek" na świecie.
Wiele klimatycznych kawiarenek, a w jednej z nich zamówiliśmy do kawy ciasto marchewkowe, najpyszniejsze, jakie kiedykolwiek jadłam.
Razem z siostrą spróbowałyśmy odtworzyć ten smak. Udało się, to przepis doskonały, ciasto łatwe do wykonania, a smak zniewala.
Ciasto marchewkowe:
2 jaja
200g cukru brązowego
150ml oleju
200g startej marchewki
50g posiekanych orzechów włoskich
75g ananasa z puszki
50g wiórków kokosowych
200g mąki
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
Jaja ubić aż podwoją objętość. Dodać cukier i ubijać do gładkości. Dodać pozostałe składniki. Wymieszać. Piec 1 godzinę w 150 stopniach. Jak wystygnie to przygotować lukier:
mało soku ananasowego + dużo cukru pudru
i polać nim ciasto.
2 jaja
200g cukru brązowego
150ml oleju
200g startej marchewki
50g posiekanych orzechów włoskich
75g ananasa z puszki
50g wiórków kokosowych
200g mąki
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
Jaja ubić aż podwoją objętość. Dodać cukier i ubijać do gładkości. Dodać pozostałe składniki. Wymieszać. Piec 1 godzinę w 150 stopniach. Jak wystygnie to przygotować lukier:
mało soku ananasowego + dużo cukru pudru
i polać nim ciasto.
czwartek, 14 lutego 2013
Walentynki...nie-walentynki
Przecież ja nie obchodzę. Z mym od 13 lat mężem, a od 16 lat towarzyszem życia właściwie od początku znajomości w ten dzień konkretnie nie świętowaliśmy. Kupowaliśmy poprostu coś fajnego, wyjątkowego do jedzenia, dobre winko, miło i wspólnie spędzaliśmy czas. Od 13 lat mamy dzieci , to znaczy jedno od 13 a drugie od 8 i od tamtej chwili zawsze to oni dostają od nas jakiś drobiazg. W tym roku żelki na patyku, któregoś roku poduszki z miłosnymi wyznaniami, zwykle raczej coś słodkiego, serduszkowego.
I nie obchodzę, ale na śniadanie przygotowuje serduszkowe kanapki, na obiad bedzie ryż z curry z kurczaka i mango, a wieczorem zjemy sushi i napijemy się wina...no to obchodzę czy nie? Czasami marzy mi sie coś spontanicznego i romantycznego...ale czy nie najważniejsze, że od tych szesnastu lat jesteśmy ze sobą na dobre i na złe, czy to nie najważniejszy dowód miłości? Czy musimy okazać sobie to jeszcze konkretnie 14 lutego każdego roku?
Walentynki...dostaliśmy dziś od młodszego serduszkowy koszyczek a w nim osobiste życzenia dla Taty i Mamy...i to mnie wzrusza, dla takich podarunków niech sobie będą te Walentynki.
I nie obchodzę, ale na śniadanie przygotowuje serduszkowe kanapki, na obiad bedzie ryż z curry z kurczaka i mango, a wieczorem zjemy sushi i napijemy się wina...no to obchodzę czy nie? Czasami marzy mi sie coś spontanicznego i romantycznego...ale czy nie najważniejsze, że od tych szesnastu lat jesteśmy ze sobą na dobre i na złe, czy to nie najważniejszy dowód miłości? Czy musimy okazać sobie to jeszcze konkretnie 14 lutego każdego roku?
Walentynki...dostaliśmy dziś od młodszego serduszkowy koszyczek a w nim osobiste życzenia dla Taty i Mamy...i to mnie wzrusza, dla takich podarunków niech sobie będą te Walentynki.
Azul też dziś dostał swoją Walentynkę, przysłali dziś zawieszkę do obroży, zamówioną wcześniej przez nas.
Tylko obroży jeszcze nie przysłali, ale pewnie nadejdzie wkrótce.
Dla wszystkich obchodzących i nie obchodzących WESOŁEGO WALENTEGO!!
środa, 13 lutego 2013
Chilli Con Carne
Ale to brzmi...Chilli Con Carne...jak myślę o tym daniu, to marzy mi się Meksyk...
Gotowałam pierwszy raz.
Potrzebujemy:
pół kilograma wołowiny
dwie puszki czerwonej fasoli bez zalewy
4 puszki sosu pomidorowego z kawałkami pomidorów
4 ząbki czosnku
pół łyżeczki mielonego kminku
posiekana papryczka chili
pół łyżeczki oregano
łyżka mąki
sół, pieprz, cukier i olej
Gotowałam pierwszy raz.
Potrzebujemy:
pół kilograma wołowiny
dwie puszki czerwonej fasoli bez zalewy
4 puszki sosu pomidorowego z kawałkami pomidorów
4 ząbki czosnku
pół łyżeczki mielonego kminku
posiekana papryczka chili
pół łyżeczki oregano
łyżka mąki
sół, pieprz, cukier i olej
W dużym garnku rozgrzałam olej, podsmażyłam na nim mięso. Jak się zrumieniło, dodałam wszystkie przyprawy i gotowałam jeszcze chwilę, cały czas mieszając. Wlałam wszystkie sosy pomidorowe i dusiłam wszystko jeszcze pół godziny na małym ogniu (w elektrycznej kuchence na 4 poziomie). Co jakiś czas mieszałam, aby się nie przypaliło. Wrzuciłam fasolę i pogotowałam jeszcze 5 minut. Chilli podałam z ryżem.
Do smaku można podać tarty żółty ser, kwaśną śmietanę, awokado, drobniutko pokrojoną cebulę lub szczypior. Ja wybrałam opcję ze śmietaną i awokado... i to był trafny wybór, smakowało świetnie.
poniedziałek, 4 lutego 2013
Zero pomysłów..a potem kasza gryczana
Macie tak, że wymyślenie czegoś na obiad staje się dla Was problemem, nie do przebrnięcia. Ja tak ostatnio mam. Zwłaszcza, że do wykarmienia cztery gęby i każda najchętniej jadłaby co innego. Mama oczywiście wiecznie walczy z nadwagą, to najchętniej warzywa...Tata ostatecznie też przymknąłby oko na te warzywa, ale może do tego jakieś mięsko...ale niekoniecznie drób, nie przepada poprostu. Starszy warzyw nie trąca w ogóle, za to drób najchętniej, no i z "frytkami do tego" oczywiście. Młodszy warzywa i owszem, drób też być może...ale ten właściwie, to najmniej wybredny narazie jeszcze jest. Mało rzeczy mu nie smakuje, ale jak nie spróbuje to nie powie, że nie. Przeciwnie do Starszego, ten nie próbuje, bo wystarczy, że kolor mu nie podchodzi i już nie ma tematu.
W ten weekend wymyśliłam kaszę gryczaną z sosem grzybowym. I tak: Mama z Tatą jadła kaszę z sosem grzybowym, minutowy sznycel wołowy i kiszonego ogórka, Starszy jadł ziemniaki, kotlet z indyka i marchewkę z jabłkiem, a Młodszy kaszę z sosem, kotlet z indyka i marchewkę z jabłkiem. Jakoś ich pogodziłam, choć garów kilka w ruch poszło.
Sos grzybowy wart zarejestrowania i powtórzenia wielokrotnego:
200g suszonych grzybów,
1 cebula,
1/4 kostki masła
3 łyżki mąki
szklanka bulionu
Cebulę posiekać drobno, zeszklić na maśle, mąkę na osobnej patelni uprażyć, aż się zezłoci. Dodać mąkę do cebuli i zalać bulionem. Grzyby namoczone przed nocą w zimnej wodzie, przegotować, posiekać i dodać do cebuli. Gotować jeszcze przez chwilę na małym ogniu. Sos jest boski, a z kaszą gryczaną i ogórkiem kiszonym smakuje super.
W sobotę porwałam się jeszcze na faworki (8 żółtek, szklanka piwa i mąka do wgniecenia) oraz tort bezowy, bo przecież zostały białka.
8 białek
2 szklanki cukru
łyżeczka mąki ziemniaczanej
łyżeczka octu
Blaty bezowe piekłam najpierw 30 minut w 120 stopniach, a potem suszyłam 3 godziny w 100 stopniach.
Przełożyłam je serkiem mascarpone zmiksowanym z 200g serka czekoladowego.
Całość polałam polewą czekoladową zamarzającą.
W ten weekend wymyśliłam kaszę gryczaną z sosem grzybowym. I tak: Mama z Tatą jadła kaszę z sosem grzybowym, minutowy sznycel wołowy i kiszonego ogórka, Starszy jadł ziemniaki, kotlet z indyka i marchewkę z jabłkiem, a Młodszy kaszę z sosem, kotlet z indyka i marchewkę z jabłkiem. Jakoś ich pogodziłam, choć garów kilka w ruch poszło.
Sos grzybowy wart zarejestrowania i powtórzenia wielokrotnego:
200g suszonych grzybów,
1 cebula,
1/4 kostki masła
3 łyżki mąki
szklanka bulionu
Cebulę posiekać drobno, zeszklić na maśle, mąkę na osobnej patelni uprażyć, aż się zezłoci. Dodać mąkę do cebuli i zalać bulionem. Grzyby namoczone przed nocą w zimnej wodzie, przegotować, posiekać i dodać do cebuli. Gotować jeszcze przez chwilę na małym ogniu. Sos jest boski, a z kaszą gryczaną i ogórkiem kiszonym smakuje super.
W sobotę porwałam się jeszcze na faworki (8 żółtek, szklanka piwa i mąka do wgniecenia) oraz tort bezowy, bo przecież zostały białka.
8 białek
2 szklanki cukru
łyżeczka mąki ziemniaczanej
łyżeczka octu
Blaty bezowe piekłam najpierw 30 minut w 120 stopniach, a potem suszyłam 3 godziny w 100 stopniach.
Przełożyłam je serkiem mascarpone zmiksowanym z 200g serka czekoladowego.
Całość polałam polewą czekoladową zamarzającą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



